A więc, jestem tu, na Erasmusie, już 1,5 miesiąca! Czas leci niesamowicie. Przepiękny Budapeszt, niezapomniany czas- tyle w skrócie. Przed wyjazdem czytałam- Erasmus- szkoła życia. No cóż, sprawdziło się w 100 %.
Czasem bywa ciężko, czasem jest cudownie. Nie żałuje
jednak podjętej decyzji i wiem, że gdy przyjdzie dzień wyjazdu,
będę miała w pamięci tylko te cudowne, niezapomniane chwile.
Jak narazie z wyjazdów zaliczyłam tylko Szeged przy granicy z Serbią, oraz Piliscabe - małą wioskę na północ od Budapesztu, w górach. Niedługo wybieram się do Wiednia, natomiast w maju planuję odwiedzić Chorwację.
Plusy? Imprezy, imprezy, imprezy, ludzie, samodzielność, wolność, nauka języka - taaaaaaaaaaak, ucze się węgierskiego. Haha. Nie powiem, jest ciężko. Węgierski nie należy do łatwych, w moim odczuciu jego brzmienie to coś pomiędzy szorowaniem papierem ściernym po tablicy a głośnym i długim śmiechem czarownicy. Stwierdziłam jednak, że drugi raz taka okazja się nie powtórzy, skoro jest kurs, jest za darmo, to a nóż - może węgierki kiedyś mi się przyda? Poniżej nazwa mojego przystanku tramwajowego- tzw. "Plac 32-óch" ...
Poważnie mówiąc, gdyby ktoś pół roku temu powiedział mi że będę studiować prawo w Budapeszcie i uczyć się węgierskiego - bo po pierwsze nigdy nie było moim marzeniem uczyć się języka madziarów, a po drugie - nie studiuje przecież prawa- stwierdziłabym - hahahaha.

Ale stało się! Stypendium się dostało, walizki się spakowało, bilecik się kupiło - i oto jestem. Muszę stwierdzić, że zdziwiłam się faktem, jak szybko potrafię się odnaleźć w nowym miejscu i jak bardzo lubię zmiany. Wiedziałam o tym już w wakacje, w USA- ale tam wszystko było mi podane jak na tacy- tzn. może nie do końca, ale jednak. Budziłam się każdego dnia o tej samej porze, pracowałam, pływałam, opalałam się, skakałam do wody z trampoliny, jeździłam na nartach wodnych, tubing, bear pong i takie tam- a jedzenie zawsze było, kawka, nie kawka, ciasteczka. Potem, przy miesięcznym zwiedzaniu i życiu na walizkach ( co 3 dni nowe miejsce, hostel) było już ciężej, ale tu- Erasmusem chyba zostane na zawsze, tego się nie da opisać:P Once Erasmus, always Erasmus jak to mówią:P Przenocowanie paru osób odwiedzających mnie z Polski - a - troche ich było, poskutkowało tym, że praktycznie nie mam już kontaktu z moją madziarską wspóllokatorką ("co robi ten makaron w zlewie?!", "mają się wynieść jeszcze dziś!!") , przez pierwszy tydzień miałam wrażenie, że spędzam pół dnia zmywając naczynia, po pierwszych 2 tygodniach nie potrafiłam sobie przypomnieć dnia w którym nie byłam na suto zakrapianej imprezie- aż wkońcu przyszedł czas jedzenia wyłącznie jabłek oraz muesli - dieta, od której powinnam chudnąć, ale na mnie nic nie działa:P I oto wczoraj wkońcu zebrałam się aby kupić bilet do Opery, bo jak można żyć w tym cudownym, monumentalnym mieście, i nie pójść do Opery? Na koniec- trochę Budapesztu i gulasz:P Podsumowując, jest dobrze, jest świetnie, polecam każdemu! :)
Ania
Wszystko fajnie Aniu, Madziarzy, Budapeszt i ten gulasz tez, ale ja i tak wole zebys juz była w naszych pięknych Stanach!!:D ale korzystaj, zwiedzaj (i przysylaj mi pocztówki hihi:d) I pisz tutaj częściej!:D :*
ReplyDelete23 dni to go! <3
DeleteHejka! Jestem Ewa, ta, która prowadzi listę blogów au pair. Strasznie przepraszam, że z takim opóźnieniem dodaję Twojego bloga do listy, ale wcześniej miałam małe zamieszanie i wylądowałam w Norwegii :D Poza tym witam w gronie i mam nadzieję, że marzenie o au pair wkrótce się spełni! xx
ReplyDeletewitam i również mam nadzieję że spełni się jak najszybciej!!:):)
ReplyDelete