21/05/2014

#10 things about Hungary

Witam z upalnego dziś Budapesztu. Nadal przebywam na Erasmusie i nadal żyję w madziarskim kraju:) 
Choć czas ten się już powoli kończy, postanowiłam napisać o 10 rzeczach, które zdziwiły mnie na Węgrzech, o których nie wiedziałam, a dowiedziałam się/zauważyłam podczas pobytu tutaj:) 

moja stopa i niesamowita miejscówka którą znalazłam:)

Mam nadzieje, że chociaż część będzie dla Was niespodzianką:) Do dzieła więc :

# "S" to w języku węgierskim "Sz" , i odwrotnie. Węgrzy wiedzą, że cała reszta świata wymawia te litery odwrotnie, ale nie obchodzi ich to- tak jest poprawnie i cała reszta świata jest w błędzie. Mamy więc np. "szandłicze" , "szteki" oraz "szexshopy". 

widok z mostu Małgorzaty

# Mimo iż Hungaria (:P) nie ma dostępu do morza, nie ma też zbyt wielu jezior (oprócz, oczywiście, Balatonu) , ich najsłynniejszymi sportowcami/olimpijczykami są pływacy, kajakarze i inni trudniący się sportami wodnymi, z czego są bardzo dumni.

"jak się człowiek spieszy to się tramwaj cieszy":P

# Przez pierwsze 2 tygodnie tutaj nie mogłam pojąć, dlaczego aż tak wielu ludzi na ulicy krzyczy do mnie "See ya"- wciąż to see you i see you (wymawiane jak "ja"). Myślę sobie - mają nadzieję, że jeszcze mnie zobaczą? Haha. "Szia" wymawiane "sija" oznacza u nich "cześć, dzień dobry, do widzenia, hej, siema, co tam"- można je powiedzieć zawsze i wszędzie, do wszystkich.

Budapesztański street-art

# Węgrzy myślą, że biały ser (twaróg) to ich wynalazek. Nazywają go swoim "typowym serem" , i chwalą się nim przed obcokrajowcami, myśląc, że nigdzie poza ich pięknym krajem nie można go dostać. Opisując go, np. francuzom ( którzy rzeczywiście nie mają pojęcia, co to za ser) używają określenia "no wiesz, to taki, biały, crumbled".

Wyspa Małgorzaty:)


# Mieszka tu niesamowicie dużo Romów/Cyganów. Jest to wręcz niesamowite. Akurat mieszkam w takiej budapesztańskiej dzielnicy, gdzie codziennie widuję całe rodziny siedzące na tobołach, ponad którymi unosi się zielona szczęśliwa trawiasta chmura. Palą babcie, dziadkowie, rodzice, a dzieci wdychają. I wszyscy są szczęśliwi, a gdy już przestają być szczęśliwi, rozrzucają ciuchy na ulice, po czym nie obchodzi ich już to, co się z tymi ciuchami stanie. Dlaczego tak jest ? Dlaczego nie chcą już tych ubrań? Nie mam pojęcia. I tak widuję ogromne kopce ubrań , do których podchodzą starsze Panie w gromadach, co nieco dla siebie podbierając, wymieniając się uwagami, co jest warte wzięcia, a co nie. Ostatnio zareagował na to nawet tutejszy rząd, obwieszczając, iż "sterty" te , jeśli nie zostaną złupione przez okoliczną ludność, będą musiały być wywiezione na koszt państwa, a budżet kuleje, więc "zabierajcie i adios".

most Elżbiety

# Od jakiegoś roku, w stolicy obowiązuje ustawa mówiąca o tym, że wszystkie taksówki mają być żółte. Tylko i wyłącznie żółte. Mamy tu więc taki mały Nowy Jork :)

Parlament od tyłu


# Papierosy oraz alkohol wysokoprocentowy można nabyć tylko i wyłącznie w sklepach "Nemzeti" czyli w wolnym tłumaczeniu krajowych, rządowych - które to rzadko otwarte są po 22. 

widok z "zielonego" mostu po zachodzie słońca 


# Rubik, ten od słynnej kostki, był Węgrem - tak wiem, dowiedziałam się dopiero teraz haha:P - obchodzi się tu również dzień kostki Rubika, który był bodajże przedwczoraj (19 maj).

forinty $$$ :D


# Węgrzy są narodem bardzo mało religijnym - jest tu wiele świątyń różnych wyznań - m.in największa Synagoga w Europie (druga największa na świecie), ale zdecydowana większość deklaruje ateizm. Co więcej , spotkałam się z potępianiem religii i nazywania wiary w kogokolowiek/cokolwiek "fanaberią".

moja ulubiona różowa kamienica!


# Zaskoczyło mnie, jak wiele Węgrów rzeczywiście mówi dobrze po angielsku. Myślałam, że jest z tym u nich o wiele gorzej. Jednak są oni pomocni i zorientowani- większość na ulicy będzie potrafiła nawet i łamanym angielskim wytłumaczyć Ci np. jak gdzieś dojść. Co denerwujące ( dla mnie osobiście) to ich pernamentne nie wymawianie litery "w" jak "ł" czyli np. nie mówią "Łell" tylko "well" z mocnym akcentem na "w".

ulica, którą chodzę codziennie + mój tramwaj


Na koniec chciałam tylko dodać, że wszystko to są wyłącznie moje obserwacje, a więc rozumiem jeśli ktoś nie zgadza się z moimi opiniami:)  Zdjęcia jak widać nie ilustrują w ogóle tekstu - są to po prostu moje migawki z codziennych spacerów:)


2 comments:

  1. O, jak dobrze, że jednak znają tam angielski! :D Czyli można wyruszać na podboje Budapesztu :)

    ReplyDelete
  2. można, można, zachęcam do tego!:)

    ReplyDelete